Revolution


RevolutionNie wiem po diabła jeszcze to dziadostwo oglądam. To jest jeden z tych wpisów, gdzie opowiadam dlaczego nie warto poświęcać na coś czasu, naprawdę.

Po Ericu Kripke można było oczekiwać czegoś naprawdę ciekawego. Niestety Revolution, choć oparte na świetnym pomyśle, jest gniotem jakich mało i nawet próby ratowania drugiej połowy serii nie przynoszą spodziewanych rezultatów.

Założenia były świetne. Pewnego dnia szlag trafia całą elektryczność. Nikt nie wie jak, dlaczego, ale nagle bum i nie ma prądu. Nie ma i już nigdy nie będzie. Spadają samoloty, ustaje handel, wybucha panika – jest dobrze. Szkoda, że zamiast skupiać się na upadku świata zostajemy przeniesieni kilkanaście lat w przyszłość i oglądamy skutki braku prądu.

I tu jeszcze nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że osią fabuły postanowiono uczynić gonitwę jednej nastolatki za drugim nastolatkiem. Siostra tropi złych przedstawicieli lokalnego watażki, którzy uprowadzili jej brata i zabili ojca. Czy wspomniałem, że tatuś zginął, bo synuś chciał zgrywać bohatera? Dość powiedzieć, że od pierwszego odcinka zapałałem olbrzymią niechęcią do głównych bohaterów. Sam scenariusz jeszcze by tego nie rujnował, ale aktorzy wcielający się w ich role są tak źli, że zmurszałe kłody leżące na dnie jezior polodowcowych są przy nich Marlonami Brando.

Uwaga, będzie spoiler! Na szczęście wyniki oglądalności i opinie widzów chyba wskazały, że warto zrobić trochę porządków i w najnowszych odcinkach jest o jednego bohatera mniej. Ukatrupili go na śmierć! Hurra! Teraz jeszcze drugiego!

Najlepsze w serialu są wstawki z walki po upadku świata znanych nam wartości i tajemnica pewnych wisiorków. Szkoda, że zostały one już wyjaśnione, a dodany dodatkowy tajemniczy wątek jest mało fascynujący. No może ciut bardziej niż główny, którym staje się walka rebeliantów patriotów pod pasiasto-gwiaździstym sztandarem ze złym panem Monroe.

Warto dodać, że scenarzyści nie mają do swojego działa, ani krzty dystansu. Wszystko jest tak patetyczne i poważne, że można dostać ciężkiej cholery. Dodajmy do tego „aktorstwo” Tracy Spiridakos, której bojowe miny przypominają kota z obstrukcją i otrzymujemy niestrawne danie, które do rzeczonej obstrukcji doprowadziło.

Jest to wzorcowy przykład jak zarżnąć fantastyczny, choć u podstaw idiotyczny, pomysł. Starsze pokolenie aktorów, choć prezentuje się znacznie lepiej niż młodzież, nie ma za bardzo czego grać. Gdyby całość serii skupiła się na nich byłoby znacznie, znacznie lepiej. W kreacji świata widać potencjał, który został koncertowo spaprany i sprowadzony do papkowatego patosu. Straszna to szkoda. Zdecydowanie odradzam. Nie oglądajcie tego!

One Response to Revolution

  1. Piotr Lipa pisze:

    Ja obejrzałem kiedyś jakąś zapowiedź tego serialu co trwała jakieś 4,5 min. Potem zobaczyłem cały odcinek pierwszy i uczciwie oceniając doszedłem do wniosku, że niepotrzebnie to zrobiłem. W pełnym odcinku było dokładnie to samo co w 4,5 min zapowiedzi i nic więcej. Wtedy postanowiłem, że dalej już nie oglądam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: