A good day to Die Hard – Szklana Pułapka 5


diehardSeria Die Hard to dla mnie kult. Wszystkie poprzednie części darzę olbrzymim sentymentem, ze szczególnym uwzględnieniem trójki. Szedłem zatem na A good day to Die Hard z uczuciem, że powinno być dobrze. Niestety było tylko średnio.Zwyczajowo już nie będę streszczał fabuły, a skupię się jedynie na własnych odczuciach.

Pomysł, żeby rozbudowywać historię klanu McClane uważam za zacny, zwłaszcza, że córeczka z części czwartej była naprawdę sympatyczna i fantastycznie uzupełniała Bruce’a Willisa. Niestety Jai Courtney ma aparycję troglodyty, a jako aktor jest równie wyrazisty jak kloc drewna. Gdyby obok Willisa biegał kawałek dykty byłby równie dobry, jeśli nie lepszy. Jest to też wynik świadomego działania scenarzystów, którzy wyraźnie kreowali go na młodsze wcielenie Johna McClane, nie próbując nadać mu cech osobistych. Poza Willisem nie ma tu ani jednej ciekawej postaci (no dobra, moskiewski taksówkarz jest świetny)  – to film jednego aktora i stada statystów.

Drugą rzeczą, która kładzie ten film jest scenariusz. Wiem, że seria nie jest szczytem finezji, bo i nie o to chodzi, ale to co stworzono jest kompletnie bez sensu. Jaki jest główny wątek? Gdzie do diaska jest wyrazisty i charyzmatyczny przeciwnik głównego bohatera? I gdzie na wszystkich bogów chaosu zniknęło napięcie? Piąta część Die Hard składa się w zasadzie z luźnych scen, których nawet nie próbowano ze sobą połączyć. Do tego dochodzą straszliwie drętwe dialogi, które sporadycznie ratuje niezły „one-liner”. W zasadzie film składa się z nudy – rozpierduchy – nudy – rozpierduchy – nudy.

I wszystko to byłbym w stanie znieść, bo sceny akcji są jak zwykle rewelacyjne, gdyby nie jedno „ale”. Gdzieś w drugiej połowie filmu pojawia się motyw, który porównałbym do „neutrin  mutujących jądro ziemi” z 2012. Czułem, jak prostują się ostatnie zwoje mózgowe w moim czerepie. To była ta kropla, która przelała czarę i tak naprawdę spowodowała, że zacząłem szukać dziury w całym. Przed tymi filmami zawiesza się niewiarę na kołku, ale przekraczanie wszelkich poziomów absurdu wywołuje po prostu niechęć. Po prostu nie da się przemilczeć tych piramidalnych bzdur.

Na pewno kupię ten film na DVD lub Blu-Rayu, ale czy odważę się go obejrzeć jeszcze raz tego nie wiem. Chyba, że przewinę dłużyzny na podglądzie i będę oglądał tylko widowiskowe eksplozje, strzelaniny i pościgi.

3 Responses to A good day to Die Hard – Szklana Pułapka 5

  1. Piotr Lipa pisze:

    Kupisz na DVD,a po latach znowu urządzisz wyprzedaż życia na allegro. Tak na poważnie zabiłeś całą moją ochotę na obejrzenie tego filmu. Tak jak ty, jestem fanem poprzednich części i Bruce Willis to dla mnie John, ale teraz to może kiedyś, gdzieś zobaczę to dzieło przypadkiem😦

    • selenim pisze:

      Ej no, aż tak źle nie jest. Po prostu w którymś momencie nastąpiło przeładowanie. Willis ciągle jest Johnem, to reszta nie dorasta do pięt🙂

      Nie oglądaj przypadkiem, obejrzyj świadomie. Gdybym od początku wiedział, że mi przywalą takim zonkiem, to bym inaczej podszedł do filmu i by było znacznie lepiej🙂

  2. Pingback: Terminator Genisys – wydmuszka zagłady | Recenzje i opinie z pogranicza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: