Thorgal – tom 33, Statek Miecz


Thorgal jest dla mnie niczym wieloletni przyjaciel. Znam go praktycznie od zawsze i ciągle jestem zainteresowany jego dalszymi losami, choć te nie są już tak fascynujące jak kiedyś.

Najnowszy (33.) tom przygód Thorgala wpisuje się w trwającą już od kilku odcinków tradycję podzielonej narracji. Z jednej strony poznajemy losy Jolana, które swą fantastycznością jako żywo przypominają dzieciństwo jego ojca. Z drugiej mamy wątek Thorgala, który wyruszył na poszukiwanie swojego trzeciego dziecka. I to właśnie ten wątek jest zdecydowanie ciekawszy od bajkowych przygód jego syna.

Tych ostatnich jest zresztą zdecydowanie mniej, a na pierwszy plan wychodzi znów Thorgal. Oczywiście jego życie dalej się komplikuje, a on sam nie polepsza sytuacji trwając niezłomnie w postanowieniach swego kodeksu moralnego. W sumie jednak otrzymujemy wszystko, co najlepsze w serii – wielką przygodę okraszoną pięknymi ilustracjami. Po raz pierwszy od dawna miałem poczucie, że obcuję z komiksem, który nauczyłem się uwielbiać będąc nastolatkiem. Kilka ilustracji z chęcią powiesiłbym sobie na ścianie w formie plakatu.

Jedyne co trochę psuje wrażenia z lektury to liternictwo dymków. Rozumiem, że współczesna technika pozwala na wstawiania ich komputerowo i dopasowywanie czcionki do wielkości obszaru wypełnienia, ale uważam, że można było dobrać ją lepiej. Jej techniczność kontrastuje po prostu z malarskim stylem Rosińskiego.

Nie zawiodłem się na lekturze, choć dalej uważam, że Thorgal czasy świetności ma już dawno za sobą, gdzieś na etapie genialnego Władcy Gór. Natomiast ciekawie rozrasta się uniwersum serii, gdzie pojawił się właśnie pierwszy tom nowego cyklu o Louve.

3 Responses to Thorgal – tom 33, Statek Miecz

  1. misia pisze:

    Efekt wspólnego wypadu do Empiku🙂 Kiedyś zbankrutujemy i będziemy jeść książki😀

  2. Anonim pisze:

    Jestem ogromnie rozczarowany zarówno „Statkiem mieczem”, jak i Raissą. Jak tak dalej pójdzie, to główny wątek Thorgala rozwinie się za jakieś 5 albumów, czyli za 5 lat… Motyw z żarłaczną orką i obrazek Rosińskiego z tekstem „chrup”, rozłożył mnie na łopatki i odebrał ochotę na czynienie czegokolwiek. Oprócz „Królestwa pod piaskiem” zdecydowanie najgorszy album… Jedyny plus za ostatnią kartę komiksu i zainteresowanie czytelnika kolejnymi wydarzeniami i osobą tajemniczej niewolnicy…

  3. kuszu pisze:

    Macie rację,duet Rosinski-Van Hamme był zarąbisty. Sente sam chyba nie wie od czego zazcząć,połowa dialogów dotyczy przypomnienia poprzednich części ktore fan tej seri zna na wylot. Rośińskiego z kolei to podziwiam!!! w tym wieku takie rzeczy,jest poprostu niemożliwy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: