Torchwood – seria 4 (Miracle Day), odcinki 4, 5 „Escape to LA”, „The Categories of Life”


Bieżący sezon Torchwood jest wyjątkowo nierówny. Najlepszym na to dowodem są odcinki 4 i 5, które dzieli olbrzymia jakościowa przepaść. Powodują też, że ciężko wyrobić sobie jednolite zdanie o całości. Uwaga na ciężkie spoilery.

Miracle Day trwa w najlepsze, a Russell T. Davies wypróbowuje na widzach nowe i stare sztuczki. Te ostatnie wychodzą mu jednak znacznie lepiej. Czwarty odcinek, zatytułowany Escape to LA jest tak napakowany idiotyzmami, że wywołuje skurcze w okrężnicy. Z jednej strony mamy ekipę, która próbuje ukryć się przed wszystkimi, a z drugiej mnóstwo prywaty, telefoniady i odwiedziny u rodziny. Naprawdę dziwię się, że tylko jeden gość wpadł na ich trop – swoją drogą potworne zmarnowanie potencjału aktora charakterystycznego jakim jest C. Thomas Howell.

Zgodnie z moimi przewidywaniami próbowano rozwinąć postać Esther Drummond, ale efekt jest co najwyżej średni. Paranoiczna siostra więżąca swoje dzieci nie pasuje po prostu do niczego. Natomiast ponownie na pierwszy plan wysuwa się Oswald Danes (dopiero teraz skojarzyłem, że gra go „Prezydent” z Independence Day czyli Bill Pullman). Przyznam, że ten odcinek możnaby było spisać na straty, gdyby nie ta postać. Znowu odnosiłem wrażenie, że ekipa Torchwood miota się bez ładu i składu z lewa na prawo. Wyjazd do Stanów był im potrzebny jak dziura w moście.

Na szczęście przyszedł odcinek piąty – The Categories of Life. Tutaj Davies ponownie wykorzystał znany już z Children of Earth motyw totalnego braku zaufania do Rządów, które zrobią wszystko, aby rozwiązać zbliżający się kryzys. Również częściowy powrót na Wyspy Brytyjskie był dobrym pomysłem. A wprowadzony przez ONZ podział ludzi na trzy kategorie i pomysł z Overflow Camps urywa łeb przy samej szyi. To jest ten kaliber materiału, na jaki czekałem. Dzięki temu część wątków ma odrobinę więcej sensu, ale istnienia niektórych dalej nie potrafię zrozumieć – być może całość serii rozwieje trochę moje wątpliwości.

Uważam, że twórcom udało się zbliżyć poziomem drastyczności pomysłu do Children of Earth, choć ciągle uważam, że zamerykanizowana wersja Torchwood straciła wiele ze swego pierwotnego klimatu. Już jutro kolejny odcinek. Czekam i jednocześnie boję się srogiego zawodu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: