Falling Skies – odcinek 8 i 9 „Mutiny”, „Eight Hours”


Klapa. Totalna porażka, zawiedzione nadzieje i zmarnowany potencjał. Tak mogę podsumować finał Falling Skies. Po niezłym What Hides Beneath dwa ostatnie odcinki serialu zawiodły na całej linii.

Moje oczekiwania były olbrzymie. Wszystko wskazywało na to, że w serialu zacznie się coś wreszcie dziać. Liczyłem, że zobaczymy ludzi, którzy w końcu zbierają się w sobie, aby może nie tyle wygnać obcych, co kopnąć ich mocno w bolące okolice. Tymczasem otrzymałem paradę zdezelowanych samochodów, nudne dialogi i totalnie niewiarygodne rozwiązania fabularne. I dalej nie jestem mądrzejszy w kwestii celowości pobytu alienów na naszej planetce.

Cóż mi się zatem nie podobało? W zasadzie wszystko. Aktorstwo, które do tej pory trzymało się na poziomie co najwyżej średnim, teraz spadło do strefy niskiej. Drewniany Tom, jednowymiarowy Weaver (a już wyglądało, że da się coś zrobić z tą postacią) i idiotycznie potraktowany Pope. O reszcie przez litość nie będę wspominał. Chociaż nie, ufok grał doskonale. Może dlatego, że zasadniczo nic nie mówił.

Do szału doprowadził mnie wątek z buntem i jego rozwiązanie. Najpierw buntujemy się przeciw dowódcy, bo mu nie ufamy, a dwie sekundy później deklarujemy pełne poddaństwo. Ale to nie koniec piramidalnych bzdur. Kolejne przyniosła druga część seansu, gdy szkołę, w której ukrywali się ludzie, zaatakowały mechy. Pomijam sposób, w jaki się z nimi rozprawiono i nawet nie staram się myśleć dlaczego miało to szersze reperkusje dla obcych, ale tego, że atakując stanowiska ludzi zdecydowano się na podejście z jednej strony (wiadomo, że budynki mają zawsze tylko front, boków i tyłów już nie uświadczysz) i czemu u licha zrezygnowano ze wsparcia lotniczego, które podobno zapewniło przewagę obcym w pierwszych dniach ataku, tego już nie potrafię zrozumieć.

Na wszystko to pewnie przymknąłbym oko, gdyby twórcy zaserwowali nam przyzwoite widowisko i pokazali długo oczekiwany atak na statek obcych. Gdzie tam. Mamy jedynie Toma strzelającego na ślepo z bazooki i nieskoordynowany odwrót po idiotycznym samobójczym szturmie. Wszystkie nasze oczekiwania zgnieciono w kulkę i rzucono do kubła. I oczywiście zaserwowano najbardziej niewiarygodny cliffhanger wszechczasów. Co to do diabła miało być? Bliskie Spotkania Trzeciego Stopnia? Brakowało tylko tej melodyjki.

Dotychczas wydawało mi się, że twórcy mają jakiś pomysł na ciągnięcie tego serialu, na bohaterów i ogólny wątek obcych. Myliłem się. Ten serial jest pisany na kolanie, drętwo zagrany, ze średniej jakości efektami specjalnymi i słabiutką grą aktorską. Naprawdę nie wiem czy dam radę obejrzeć drugi sezon. Po porażce, jaką było nowe V liczyłem, że Falling Skies da radę. Nie dało. Idę się wypłakać oglądając Independence Day.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: