Glee – podsumowanie całości


Ze względu na dość intensywne oglądanie postanowiłem zaprzestać opisywania wrażeń z poszczególnych odcinków Glee. Zamiast tego rzucam dziś kilka wniosków, które nasunęły mi się po obejrzeniu całości serialu.

Przede wszystkim chciałbym zaznaczyć, że nie zauważyłem specjalnej różnicy poziomu pierwszej i drugiej serii. Wszyscy rozwodzili się, że druga jest znacznie lepsza, a dla mnie, oglądającego je ciurkiem, wydaje się naturalnym rozwinięciem pierwszej. Dlatego unikałbym wskazywania, które odcinki podobały mi się bardziej. Jestem też zawiedziony finałem, który zapowiadany był na huczne niewiadomoco, a okazał się normalnym odcinkiem, tyle, że kręconym w Nowym Jorku. Być może dla mieszkańców ameryki ma to jakieś większe znaczenie, ale dla mnie jakoś nie bardzo.

Jak przystało na serial dla młodzieży, Glee przepełnione jest dramatami nastoletnich bohaterów. Tak naprawdę niewiele z nich przekazuje jakąś głębszą treść. Pozytywnym wyjątkiem jest tu postać Kurta, która rozwija się fenomenalnie, a gejowski pocałunek w programie realizowanym przez FOX jest krokiem tak odważnym, jak publiczne spalenie czarczafu przez Afgankę. Widać, że serial ze wszystkich sił stara się udowodnić jak ważna jest tolerancja i zrozumienie innych. Czy mu się to udaje należałoby zapytać młodych amerykanów.

Jednak Glee to przede wszystkim musical i jako taki sprawdza się fenomenalnie. Można spuścić zasłonę milczenia na niedoróbki i buble scenariusza (ze słynnym pisaniem piosenek na 5 minut przed wyjściem na scenę). Dobór utworów powinien zadowolić każdego, bez względu na preferencje. No dobrze, może fani metalu nie znajdą nic dla siebie, ale nie są też grupą docelową serialu.

Pod względem aktorskim szału nie ma. Na plus wyróżniłbym jedynie Matthew Morrisona oraz Jane Lynch. Zestawienie ich charakterów elektryzuje serial i odcinki, w których brakuje Sue są po prostu słabsze. Ostatnie wydarzenia wskazują, że w nowej serii możemy mieć do czynienia z jej łagodniejszą wersją, co może okazać się średnim pomysłem.

Podtrzymuję zdanie, że Glee to przyjemny serial do oglądania z lepszą połową. Nie jest wymagający, często zabawny, a przy tym bardzo dobry muzycznie. To nie jest hicior, na punkcie którego mógłbym zwariować, ale z przyjemnością będę śledził dalsze losy jego bohaterów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: