Torchwood – seria 4 (Miracle Day), odcinek 1


Czekałem jak na szpilkach. Po doskonałym Children of Earth czwarta seria Torchwood znalazła się na szczycie listy najbardziej oczekiwanych premier tego roku obok Flashpoint i Falling Skies. I podobnie jak one (opiszę w najbliższych dniach) przyniosła mi rozczarowanie.

Pierwszy odcinek serii Miracle Day pokazuje, że Torchwood odszedł mocno od lekko ciężkawego, ale przez to oryginalnego, brytyjskiego pazura. Przeniesienie produkcji do ameryki, władowanie w niego większego budżetu i dodanie aktorów zza oceanu nie było dobrym pomysłem. Mam paskudne wrażenie, że to już nie jest serial, który pokochałem, a zamerykanizowane widowisko, w którym przez przypadek znalazło się paru znajomych bohaterów.

Gdybym miał krótko podsumować prolog do Miracle Day, to brzmiałoby to następująco: za dużo, za szybko, za bardzo. Za dużo nieprzemyślanej akcji i wybuchów, za szybkie wprowadzanie nowych wątków, za bardzo amerykańsko. Gdyby nie obecność Gwen, Jacka i Rhysa z Torchwood nie zostałoby nic.

Sam pomysł na tę serię jest doskonały. Wielka zagadka, dlaczego nagle wszyscy ludzie przestali umierać i jaki jest w tym wszystkim udział Torchwood, to podstawa, na której można zbudować naprawdę wiele. Niestety wprowadzenie do działań agentów CIA jest w moim przekonaniu pomysłem co najwyżej średnim. Widać, że Russell T. Davies jest Brytyjczykiem i nie czuje kompletnie sposobu działania amerykańskich agencji rządowych. Otrzymujemy więc kuriozum – serial, który ani nie jest brytyjski, ani amerykański. Nie jest też dobrą mieszanką obu, bo styczne elementy wydają się zgrzytać na połączeniach.

Za to jak zwykle podobają mi się role brytyjskich aktorów. Widać jaka przepaść dzieli amerykańską szkołę filmową od brytyjskiej. Wyspiarze wypadają po prostu lepiej, bez nadętej sztuczności i niepotrzebnego patosu. Są bardziej ludzcy, a przez to wyraźniejsi w oczach widza. Możliwe, że w kolejnych odcinkach amerykańska część obsady się wyrobi.

Marudzę i marudzę, ale nie ukrywam, że jestem piekielnie ciekaw co też wysmaży dalej Davies. Jak zakończy się cała ta historia, co stanie się z Jackiem, który nagle odkrywa, że znów stał się śmiertelny? Wreszcie kim są osoby próbujące dorwać członków Torchwood? Przed nami jeszcze wiele pytań, ale znając scenarzystę mogę być spokojny, że wszystkie najważniejsze wątki zostaną zamknięte. Na razie jest średnio, ale wierzę, że będzie lepiej.

One Response to Torchwood – seria 4 (Miracle Day), odcinek 1

  1. MrSatan pisze:

    Miałem dokładnie to samo – zacząłem oglądać z wypiekami na twarzy, pełny nadziei i tak samo zawiodłem się, bo pierwszy odcinek zatracił tą brytyjskość ( a dokładnie „walijskość” ) w charakterze oraz (intymne nieco) skupienie na postaciach, przez co stały się one trochę płaskie w odbiorze. Ciekawe czy z taką samą odwagą kontynuowane będą homoseksualne ekscesy Jacka, czy jednak postać zostanie ułagodzona pod amerykańskich widzów sieci Starz. Co do wybuchów i akcji – rzeczywiście, za dużo i za często. Jedna porządna eksplozja w serii Children of Earth potrafiła lepiej „kopnąć” niż kilka już w pierwszym odcinku Miracle Day. Ale obejrzę dalej, bo pierwszy odcinek mial zapewne za zadanie trafić do nowych, hamburgerowych widzów, liczę więc na uspokojenie i prowadzenie narracji w dawnym stylu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: