Gra o Tron – odcinek 9, „Baelor”


Przedostatni odcinek Gry o Tron, zatytułowany Baelor, już za nami. Nie brakowało w nim wielkich emocji, które wylały się też poza ekran, gdy amerykanie zostali zaskoczeni pewnym zwrotem fabularnym. Brakło natomiast jednej rzeczy – budżetu na sceny batalistyczne. To chyba jedyny mankament tego odcinka. Są spoilery – jak zwykle.

Mimo olbrzymiego (jak na serial) finansowania, Gra o Tron nie doczekała się dużych scen batalistycznych. Wszyscy, którzy oczekiwali widowiskowego starcia, byli z pewnością zawiedzeni. Z drugiej strony epizod dostarczył tylu innych emocji, że da się przymknąć oko na pewne niedostatki, które są po prostu zrozumiałe.

Zacznijmy od końca, czyli sceny, która za oceanem wywołała wściekłość przeciętnych analfabetycznych oglądaczy telewizji. Nie znając treści książki zdziwili się straszliwie, gdy Joffrey pokazał swoje prawdziwe oblicze i wbrew wszelkim układom i rozsądkowi kazał ściąć Neda Starka. Trzeba przyznać, że była to doskonale wyreżyserowana i zagrana scena. Obserwująca wszystko Arya, Ned, który przedłożył bezpieczeństwo córek nad honor, Yoren powstrzymujący Aryę przed samobójczym działaniem, zszokowana Cersei i szamocząca się desperacko Sansa. I jeszcze ten cudownie lekceważący uśmieszek Littlefingera i ujęcie na lecące gołębie. To majstersztyk i przykład tego, że twórcy i aktorzy znają się na swoim rzemiośle.

W odcinku mieliśmy też scenę batalistyczną, a raczej jej pominięcie – wykonane zresztą w pięknym stylu z perspektywy stratowanego przez własnych ludzi Tyriona. Niestety braki budżetowe właśnie tu są szczególnie odczuwalne, bo starcia u Martina są iście epickie – manewr Robba, w którym poświęcił 2000 ludzi, aby porwać Jaimego pokazuje rozmach walk w powieści. Tak czy inaczej jest dobrze, a Robb nabrał wreszcie cech prawdziwego bohatera.

Jednak sceną, która najbardziej utkwiła mi w pamięci jest walka Joraha z Qotho. Dawno nie widziałem tak dobrze wyreżyserowanego pojedynku, w którym od początku widać różnice w stylu walki między ciężkozbrojnym rycerzem, a poruszającym się jak błyskawica wojownikiem. Początkowa pewność siebie Joraha zostaje rozbita przez czystą agresję ataku. Ale stary rycerz zbiera się w sobie i zdecydowanie zmienia podejście do walki, aby w końcu dostać przeciwnika tam, gdzie go chciał.

W odcinku nie brakło też Tyriona. Było go nawet bardzo dużo i po raz kolejny twierdzę, że jest to najlepiej obsadzona postać w serialu. Poznajemy trochę jego smutnej w sumie historii. Pozwala to lepiej zrozumieć cynizm, z jakim podchodzi do życia i spraw doczesnych. To naprawdę wielka rola – Peter Dinklage rządzi.

Choć nie brakowało innych wydarzeń i bohaterów, to właśnie wymienione powyżej sceny najbardziej zapadły mi w pamięć. Teraz pozostaje już tylko czekać na finałowy odcinek i mieć nadzieję, że wyniki oglądalności zaprocentują kontynuacją serii i ekranizację kolejnych książek Martina.

3 Responses to Gra o Tron – odcinek 9, „Baelor”

  1. Codhinger pisze:

    Ned chyba przełożył bezpieczeństwo córek ponad swój honor, a nie na odwrót? Przecież ukorzył się przed Joffreyem i uznał jego prawa do tronu…
    BTW, masz może linki do tych napadów epilepsji nieoczytanych jankesów?

  2. selenim pisze:

    Tak. Oczywiście masz rację. Myślę jedno, piszę drugie. Zaraz się poprawię🙂

    A co do linku http://hatak.pl/aktualnosci/seriale/13917/Amerykanscy_widzowie_oburzeni_na_HBO_za_Gre_o_tron/

  3. Pingback: Zima w telewizji nadeszła* « Blog Rafała Glapiaka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: