Glee – seria 1, odcinki 12-17


W dość szybkim tempie nadrabiam odcinki Glee. Tym razem udało mi się w ciągu tygodnia obejrzeć ich aż sześć – od 12 do 17. Serial ciągle mi się podoba, choć ostatni epizod poszedł w pewnej chwili trochę za daleko, jak dla mnie, w kierunku school drama.

Pisząc poprzednio o Glee stwierdziłem, że jestem piekielnie ciekaw, jak skończą się pewne wątki. Muszę przyznać, że tu zaskoczenia nie było i dwa główne zostały zamknięte tak jak tego oczekiwałem. Schuester rozstał się ze swoją psychiczną żoną i skierował uwagę na jeszcze bardziej psychiczną Emmę. Do tego w odcinku zatytułowanym Mattress po raz kolejny zaserwowano mi jeden z klasycznych i lubianych kawałków w nowej formie. Mowa o Jump od Van Halen. Kawał dobrej roboty i widać, że świetnie się bawiono przy kręceniu tego teledysku.

Byłem również ciekaw jak, po knowaniach Sue, skończą się Sectionalsy. W obliczu dramatycznych przeżyć członków zespołu i sprzedania listy utworów konkurencji, wyglądało na to, że zespół czeka sromotna porażka. Jednak stający na wysokości zadania Finn oraz Rachel wyprowadzają zespół na prowadzenie. Jednak w tym odcinku szczególnie urzekło mnie jury, które podejmowało decyzje na podstawie absolutnie magicznych przesłanek. Przypuszczam, że nie różni się to wiele od rzeczywistości.

Rozpoczęły się też nowe wątki, miłostki, podchody i przygotowania do Regionalsów. Narracja dalej jest rwana, ale jakby mniej, albo przestałem zwracać na to taką uwagę. Rozwinięto też mocno wątek trenerki cheerleaderek Sue Sylvester. To jest chyba najbardziej niesamowita i wielowarstwowa postać, jaką widziałem w serialach. Naprawdę nie potrafię znaleźć innej równie zakręconej osoby. Jest jak Ogr, a te jak wiemy mają warstwy.

Mam też za sobą pierwszy odcinek tematyczny, poświęcony Madonnie. Osobiście nie kocham jej twórczości, ale nie sposób jej nie doceniać. Zresztą wersje Gleekowe były naprawdę udane.

Ogólnie serial trzyma poziom. Niektórzy mówią, że staje się tylko lepszy. Ja tego trendu nie zauważam, ale nie widzę też spadku formy, a to już dobrze. Gdyby było więcej takich hitów dla ramoli jak Jump, to pewnie oglądałbym serię jeszcze chętniej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: