Supernatural – seria 6, odcinek 22 „The Man Who Knew Too Much”


The Man Who Knew Too Much – tak zatytułowano ostatni odcinek szóstej serii Supernatural. Zgodnie z obawami nie jest to ostatni odcinek tego serialu, bo wszystkie wydarzenia wydają się wskazywać na konieczność kontynuacji. Nie wiem czy znajdę w sobie dość sił, aby oglądać serię siódmą, zwłaszcza, że scenarzyści wykosili jednego z moich ulubionych bohaterów.

Patrząc z całościowej perspektywy na szóstą serię Supernatural mamy do czynienia z chaosem. Widać, że dopiero w połowie scenarzyści zorientowali się, w którą stronę chcą ciągnąć opowieść. Szkoda, bo wątek przechodzenia Castiela na ciemną stronę mocy, gdyby był zaplanowany od początku, nabrałby więcej sensu. Tak czy inaczej głównym przeciwnikiem naszych bohaterów w serii siódmej będzie zapewne właśnie anioł w wyświechtanym prochowcu, a w zasadzie były anioł.

Koniec końców Castiel i Crowley odkryli sposób otwarcia Czyśćca. Wyciągnięte z niego dusze miały zapewnić im władzę odpowiednio nad Niebem i Piekłem.  Sęk w tym, że Castiel postanowił zmienić reguły w trakcie gry i wypchnął Crowleya z wózka pełnego soczystych energetycznie dusz. Ten, z wrodzoną sobie klasą, postanowił ulotnić się i wykorzystać jeszcze jednego asa z rękawa.

Ukrytym atutem okazał się Raphael. Sprowadzony przez Crowleya zaczyna się rządzić i tym razem Castiel zostaje zmuszony do ucieczki. Jednak lata obserwowania ludzi spowodowały, że nasz aniołek okazał się sprytniejszy od anielskiego kolegi i króla Piekła. Dość powiedzieć, że sam dostał się do Czyśćca i naładował do pełna duszyczkami. Tym samym został nowym, wedle własnych słów – lepszym, Bogiem. W międzyczasie postanowiono pozbyć się mojego nowego ulubionego pierzastego – Balthazara. Co prawda w tym serialu śmierć nie jest stanem trwałym, ale coś mi mówi, że on już raczej nie wróci. Szkoda.

W tle rozgrywała się jeszcze historia Sama, któremu Castiel odblokował pamięć. Wewnętrzna walka była pokazana całkiem nieźle, ale już pod koniec odcinka nasz bohater raźno hasał i machał srebrnymi sztućcami do anielskiej wątróbki. Niestety z marnym efektem, bo Castiel nie jest już aniołem. Jest czymś znacznie więcej.

To właśnie ta przemiana dobrodusznego, lekko zagubionego w świecie, anioła w mściwego, starotestamentowego, Boga jest najmocniejszym atutem tego, w sumie dość słabego, finału. Mroczny, surowy i naładowany mocą jak Vader po amputacjach, Castiel budzi słuszny respekt. Zapowiada się zatem dość ciekawy początek nowej serii. Niestety nie widzę w tym potencjału na pełne 22 odcinki. A jeśli już nawet Winchesterowie pokonają nowego Boga, to kto będzie ich następnym przeciwnikiem? Już wyżej mierzyć się nie da. Chyba tylko korpus Zielonych Latarni może stanąć na drodze rozpędzonej Impali idiotyzmu.

Może przesadzam i twórcom uda się sklecić sprawny sezon. Na pewno nie udało im się to teraz. Widać było, że serial był planowany na pięć serii i na nich powinien się zamknąć. To prawda, że w najnowszej odsłonie pojawiały się perełki, ale wszystko rozłaziło się w szwach. To dowód na starą tezę, że pewne rzeczy trzeba jednak kończyć, póki jeszcze są dobre.

Na zakończenie dodam, że odcinek rozpoczął się od kultowego Carry On Wayward Son zespołu Kansas. Tak było, jest i tak ma zostać!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: