Doctor Who – seria 6, odcinek 5 „The Rebel Flesh”


Po średnim The Curse of the Black Spot i rozczarowującym Doctor’s Wife, przyszła wreszcie kolej na mocny odcinek Doctor Who. Matthew Graham, dotąd znany z odcinka Fear Her z drugiej serii, stanął na wysokości zadania. Jego The Rebel Flesh jest absolutnie przerażające, a do tego zmusza do myślenia. Wisienką na torcie jest drugoplanowa rola Marshalla Lancastera, którego uwielbiam za rolę Chrisa w rewelacyjnych serialach Life on Mars i Ashes to Ashes.

Naprawdę świetnie się bawiłem, a do tego raz podskoczyłem nerwowo w „strasznym” momencie. To dobry wyznacznik tego, że przygotowana historia zadziałała tak jak powinna. A dodam, że jest to opowieść, na której zakończenie musimy poczekać do najbliższej soboty.

Tym razem Doctor, Amy i Rory lądują w położonym na wyspie starym zamku, który jest siedzibą laboratorium, gdzie bada się właściwości dziwnej substancji , z której powstają tzw. The Gangers. Poddana odpowiednim impulsom może przybrać dowolną formę – w tym ludzkiego ciała. Załadowane świadomością staje się sprawnym zastępcą. Sęk w tym, że w trakcie potężnej burzy słonecznej coś idzie nie tak, a substancja uzyskuje świadomość (a może od początku była świadoma).

W tym wszystkim szaleje oczywiście Doctor, który za wszelką cenę, wspierany tym razem dzielnie przez Rory’ego, stara się udowodnić, że nowe istoty są ludźmi i nie należy się ich bać, a raczej współpracować. Plan jest cudowny, ale ludzka natura bierze oczywiście górę i dochodzi do eskalacji konfliktu i sytuacji „oni albo my”. Epizod stawia naprawdę ważne pytania, a jednocześnie pozwala wszystkim wyciągnąć własne wnioski. Do tego jest dynamiczny i jak zwykle świetnie zagrany.

Paradoksalnie Amy zeszła w tym odcinku na dalszy plan i choć mamy ponownie spojrzenie na tajemniczą osobniczkę „z okienka”, to towarzyszka Doctora głównie stoi w tle. Za to Rory jest wzorem rycerskości i niezłomnych zasad moralnych. Przy całej swej fajtłapowatości jest w tym rozbrajający. Widać, że ta postać wzbogacana jest z każdym odcinkiem. Oby tak dalej.

Zakończenie epizodu jest oczywiście przewidywalnym cliffhangerem, ale powoduje, że nie mogę się doczekać konkluzji. To właśnie za takie odcinki najbardziej kocham Doctora. Mam tylko nadzieję, że zwieńczenie tej opowieści nie zostanie spłycone. Poprzeczka postawiona jest bardzo wysoko – trzymam kciuki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: