Drive Angry


Ostatnio mam jakieś szczęście do durnych filmów. I ponownie w durnym filmie gra Nicolas „Chryzantema z nagrobka” Cage. Scenariusz tego dzieła woła o pomstę do piekła, z którego miał niby uciec główny bohater. Mimo, że przez ekran przewija się sporo dobrych aktorów, to produkcja jest delikatnie mówiąc słaba. Jedyne co się w niej broni to muzyka.

W Hollywood panuje jakaś dziwna nowomoda na produkowanie dramatycznie złych filmów, które próbują upodabniać się do pastiszów Rodrigueza. Sęk w tym, że jego dzieła są z założenia prześmiewcze i nigdy nie próbują być czymś więcej niż są. Niestety reszta towarzystwa wyraźnie ma na celu wykorzystanie środków do opowiadania „głębszych” historii. Wychodzi oczywiście rzadka i rozdyndana kupa.

Za Drive Angry odpowiadają Todd Farmer oraz Patrick Lussier, znani głównie z (a jakże) gównianych siedemnastych części głupich slasherów lub noszenia kamery za zdolniejszymi twórcami. Dlatego po Drive Angry nie należało spodziewać się niczego dobrego. Scenariusz zakłada, że nijaki Milton (Nicolas Cage) uciekł z piekła, aby dorwać przywódcę satanistycznego kultu, który w czasie najbliższej pełni księżyca chce złożyć jego malutką wnuczkę w ofierze dla Szatana. W poszukiwaniach złych kultystów pomoże Miltonowi kelnereczka Piper (Amber Heard) i jej ładny samochód.

Zabawa obfituje w kretyńskie zwroty akcji, debilne dialogi o wyrafinowaniu nieheblowanych desek prosto z tartaku oraz efekty specjalne, które są gorsze niż w ekranizacji Wiedźmina. A w tym wszystkim, jak rodzynki w gnojówce, pływają naprawdę dobrzy aktorzy – Nicolas Cage, William „Prison Break Alex Mahone” Fitchner, David Morse czy Tom Atkins. Każdy z nich wygląda jakby przez całą produkcję zastanawiał się, co tam robi i czy na pewno warto robić z siebie idiotę dla paru dolarów.

Wrócę jeszcze na chwilę do fabuły, bo nie sposób pominąć jednej z najbardziej wstrząsających scen w filmie, gdy Milton kopuluje radośnie z lekko zmurszałą kelnerką i jednocześnie toczy pojedynek strzelecki z bandą kultystów. I jeszcze popija z butelki Jacka Danielsa. Czegoś równie okrutnie wstrząsającego już dawno nie widziałem.

Jak już wspomniałem na wstępie, jedynym co można uznać w tej produkcji za udane, jest muzyka. Rockowe kawałki dobrano nawet z sensem, ale to stanowczo za mało, aby skusić się na oglądanie tego gniota. Drive Angry da się pewnie obejrzeć bez bólu w imprezowym towarzystwie przy dużej ilości alkoholu, w innym wypadku jest to droga przez mękę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: