Glee – seria 1, odcinek 2, 3


Po dobrym wrażeniu, jakie wywarł na mnie pierwszy odcinek Glee, postanowiłem rzutem na taśmę obejrzeć dwa kolejne. Utrzymało mnie to w przekonaniu, że jest to wyjątkowo przyjemny serial z gatunku „feel good”, który można traktować z przymrużeniem oka i generalnie dobrze się bawić.

Tym, czego zabrakło mi w kolejnych odsłonach Glee był konkretny przebój, który wryłby się w czaszkę, jak brawurowe wykonanie Don’t Stop Beliving z pilota. Owszem, utwory są ciekawie zaaranżowane, ale akurat niewiele z prezentowanego repertuaru trafiło w moje gusta. Czy to źle? Raczej nie, bo w końcu serial nie jest kierowany dla zmurszałych fanów omszałego rocka.

Oczywiście wątkiem przewodnim dalej pozostaje walka o utrzymanie chóru, a także podstępne plany szefowej Cheerleaderek (tak to się pisze?), mające na celu zduszenie projektu oraz odzyskanie glorii i chwały, a co za tym idzie również pieniędzy. Tych zresztą ciągle brakuje, a szkoła, w której umiejscowiona jest akcja, ciągle boryka się z problemami. Prawie do łez rozbawiła mnie wypowiedź dyrektora, że musi jakoś pocieszyć rodziców uczniów, bo odkryli, że ich pociechom serwowane jest więzienne jedzenie.

Oczywiście dalej nie nauczyłem się ani jednego imienia bohaterów serialu. Co nie zmienia faktu, że ich losy śledzę z zainteresowaniem. Szczególnie bawią mnie relacje założyciela chóru z żoną. Facet jest aniołem i powinien mu zostać wystawiony pomnik. Jestem piekielnie ciekaw, jaka będzie jego reakcja, jak się w końcu dowie, że jednak nie będzie jeszcze tatusiem.

Jestem pod wielkim wrażeniem doboru niesamowitych głosów do serialu. Tam naprawdę nie ma źle śpiewających osób. Castingi musiały być mordercze, ale ich efekt przechodzi najśmielsze oczekiwania. Świetnie się tego słucha i to nawet jeśli repertuar nie należy do ulubionego gatunku odbiorcy.

Czego zatem oczekuję dalej od Glee? Tego, aby pozostało przyjemnym urozmaiceniem wieczoru, serialem, który można z uśmiechem obejrzeć rodzinnie. Jeżeli dalej będzie tylko tak dobrze, to na pewno pozostanę wierny tej produkcji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: