Supernatural – seria 6, odcinek 19


Siadałem do oglądania 19. odcinka Supernatural z mieszanymi uczuciami. Jednak Mommy Dearest daje radę. Miesza oczywiście masę wątków, które poznaliśmy do tej pory, ale o dziwo stara się trzymać scenariusz w ryzach szóstej serii. Mamy więc polowanie na główne złe bobo, potwory, anioły i dość niespodziewanie też demony. Słowem cała menażeria na miejscu, do tego z podwójnym twistem.

Zwyczajowo ostrzegam, że będą spoilery.

W dalszych przygodach Sama i Deana mamy więc polowanie na Matkę wszystkich potworów. W tym odcinku bohaterowie staną z nią wreszcie twarzą w twarz, a efekt tego spotkania będzie delikatnie rzecz ujmując zaskakujący.

Pomijając główny wątek, w który wpleciono radosną rzeź wampiro-wraithów (ochrzczonych przeuroczo przez Deana), mamy oczywiście smaczki, za które nauczyliśmy się kochać ten serial. Jest więc Castiel, który próbuje ogarnąć swym anielskim rozumem ludzkie zwroty i uczucia, co jak zwykle nieszczególnie mu wychodzi. Jest za to mistrzem dramatycznego wejścia, urażenia i dziecięcej bezradności w obliczu pozbawienia mocy. Elementy komediowe uzupełnia w tym odcinku Bobby Singer, który w ostrych słowach wypowiada się na temat iPada. Pod tym względem odcinek trzyma poziom.

Równie mocno wypada zagranie na strunie emocjonalnej. Sam i Dean wskazujący aniołowi właściwą drogę są naprawdę genialni. Niestety czas pokaże, że piekło jest wybrukowane, i to dosłownie, dobrymi intencjami. Pojawia się też nowe oblicze Castiela – sarkastyczno-mroczne, które wywołuje ciarki na plecach.

Odcinek ma też dwa zwroty fabularne. Dean kontra Mamuśka to jest starcie tytanów, a patent z popiołem rozkłada na łopatki. I kiedy już myślimy, że nie będzie więcej niespodzianek nadchodzi ta największa. Poznajemy wreszcie prawdziwy cel wojny wszelkich istot nadprzyrodzonych, a także pewną tajemnicę Castiela. Jak mawia mój przyjaciel Łukasz – jest grubo.

I choć dalej podtrzymuję tezę, że ten serial powinien się skończyć na piątym sezonie, to najnowszy odcinek pokazuje, że można z niego jeszcze coś wykrzesać. Zbliżamy się zresztą już do końca, mam nadzieję, że już prawdziwego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: