Stargate: Universe – seria 2, odcinek 18 „Epilogue”


Żywot Stargate: Universe dobiega końca. Przed nami zostały już tylko dwa odcinki i po raz pierwszy od 15 lat Stargate zniknie z ekranów telewizorów. Można mieć tutaj uzasadniony żal do scenarzystów, że nie wykorzystali potencjału serii, rozwlekając Universe ponad potrzebę. Opamiętanie przyszło, jak zwykle, wraz z informacją o zakończeniu serialu. Nagle pojawiły się odcinki, które oglądało się z przyjemnością i zaciekawieniem. Nie inaczej rzecz się ma z 18., zatytułowanym Epilogue.

Zanim zagłębicie się w dalszą lekturę chciałem uprzedzić, że pojawią się spoilery.

Jak zapewne pamiętamy, w poprzednim odcinku Stargate: Universe załoga Destiny zabrała na pokład potomków cywilizacji stworzonej przez… załogę Destiny z alternatywnej linii czasu. Po odwiezieniu ich na rodzinną planetę okazało się, że nie było do czego wracać. Przysypane pyłem wulkanicznym wielkie miasta okazały się opuszczone.

Teraz w poszukiwaniu informacji o losie cywilizacji postanowiono dostać się do olbrzymiego podziemnego bunkra. Okazało się to dość trudne, a „kluczem” do bramy stała się główna broń statku. Później było równie zabawnie, gdy bohaterowie zjeżdżali windą, w której pogrywała melancholijna muzyczka. Schron okazał się repozytorium wiedzy mieszkańców planety, w tym liczących sobie 2000 lat archiwów pierwszych osadników – czyli załogi Destiny.

To właśnie te materiały były siłą napędową tego odcinka. Oglądanie jak z zagubionej w kosmosie grupy wyrasta społeczność i jak buduje cywilizację jest naprawdę interesujące. Wypowiedzi bohaterów, które ich dalecy potomkowie cytują jako prawdy objawione, potrafią wzbudzić uśmiech. Niektórzy dowiedzieli się też o własnej śmierci czy czekających ich chorobach.

Co jednak stało się z mieszkańcami planety? Okazało się, że wybudowali olbrzymie statki arki i wyruszyli do najbliższej nadającej się do zamieszkania kolonii (Gwiezdne Wrota zostały zniszczone podczas trzęsienia ziemi). Co prawda bez napędu FTL (faster than light) podróż zajmie im 200 lat, ale i tak cywilizacja powinna przetrwać.

W odcinku nie mogło zabraknąć bardziej dynamicznych sekwencji. Okazuje się, że Destiny przybyła na miejsce akurat w końcowej fazie życia planety rozrywanej oddziaływaniem wchodzącej do systemu słonecznego czarnej dziury (SIC!). Będzie więc okazja do dramatycznej ucieczki z rozpadającego się bunkra, a także widok na rzekę lawy niszczącą miasto. Dojdzie też do czynów heroicznych okupionych uszkodzeniami fizycznymi.

Końcowa sekwencja to znowu rzut oka w przeszłość planety, gdy otwierana jest szkoła imienia Eliego. Pada tam też piękne hasło, które mogłoby być mottem całej serii – Mission is journey itself.

W rezultacie otrzymaliśmy naprawdę zgrabnie skomponowany odcinek, który chciało się oglądać od początku do końca. Przed nami jeszcze dwa , oby były tak dobre jak Epilogue.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: