Nixon kontra Doctor – Doctor Who, seria 6, odcinek 1


Doctor Who powrócił. Kolejny sezon tej chyba nieśmiertelnej jak jej bohater serii zadebiutował wczoraj w telewizji BBC. Jedenasty aktor wcielający się w Doctora – Matt Smith – pokazuje pazur, a Steven Moffat po raz kolejny udowadnia, że potrafi wzruszać i straszyć. Miłośnicy serialu powinni być zachwyceni, bo dzieje się dużo, a na arenę powraca niejaka River Song. Jest dobrze, a zapowiada się, że będzie jeszcze lepiej.

Szósty sezon odnowionych przygód Doctora Who jest także swego rodzaju przełomem. Pierwsza zmiana to podział na dwie części i wprowadzenie przerwy wakacyjnej. Można więc oczekiwać potężnego cliffhangera, którego rozwiązanie poznamy dopiero jesienią. Druga zmiana jest związana z lokalizacją. Seria wywędrowała za ocean i jest kręcona w przepastnych sceneriach Stanów Zjednoczonych. Dało to również dostęp do puli amerykańskich aktorów i większego budżetu, co da się odczuć już od pierwszych minut. Miłośnicy serii Supernatural i Battlestar Galactica z zachwytem powitają gościnną rolę Marka Shepparda.

Nie chcąc zdradzać szczegółów fabuły mogę powiedzieć tylko tyle, że wzorem Hitchcocka serial zaczyna się od wysokiego C, a potem napięcie tylko rośnie. Moffat miesza i mnoży wątki, żonglując motywem podróży w czasie i mieszając nam w głowach. Pod koniec odcinka nikt już nic nie wie, nowi przeciwnicy Doctora są po prostu skrajnie przerażający. Wygląda na to, że po odgrzewanych przerośniętych odkurzaczach przyszedł czas na serią pełnokrwistych i mocno współczesnych potworów.

Nie wiem jeszcze jak zakończy się ta dwuodcinkowa jazda bez trzymanki, ale rzut okiem na sceny z kolejnego odcinka powoduje, że chciałbym mieć TARDIS, aby znaleźć się już w przyszłej sobocie.

Rzućmy jeszcze na chwilę okiem na grę aktorów. Po raz kolejny twierdzę, że brytyjscy aktorzy nad wszystkich rej wiodą. Są po prostu świetni, doskonale odgrywają emocje i potrafią zarówno rozśmieszyć jak i zasmucić. Wydaje mi się też, że zaczynam się przekonywać do nowego Doctora. Matt Smith jest coraz lepszy. Mam wrażenie, że zarówno Moffat, jak i Smith uznali, że warto dodać postaci odrobinę mroku. To wyszło jej tylko na plus. Oby tak dalej.

Poza brawurowym scenariuszem i świetnym aktorstwem, olbrzymią rolę w serialu odgrywa muzyka. Jest słyszalna od początku i choć większość motywów już znamy, to nowe aranżacje doskonale podkreślają wydarzenia na ekranie. Cały czas kołacze mi po głowie przyspieszający rytm pierwszego utworu, a to dobry znak. Natomiast ciągle nie jestem przekonany do zmienionej muzyki z czołówki – dodanie do niej elementów elektronicznych zdecydowanie mi się nie podoba.

Cóż, tyle wrażeń z pierwszego odcinka. Z niecierpliwością czekam na kolejne, bo twórcom udało się rozbudzić mój apetyt. A przecież w tym roku powróci jeszcze Torchwood.

Na zakończenie drobny smuteczek – odcinek został zadedykowany Elisabeth Sladen, która zmarła 19 kwietnia 2011 r.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: