Metro 2034 – powrót do tunelu


Metro 2033 jest dla mnie jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą książką pierwszej dekady XXI wieku. Dlatego z olbrzymią niecierpliwością oczekiwałem premiery kontynuacji. Wiedziałem, że sprostanie pierwowzorowi będzie piekielnie trudne, ale liczyłem na autora – w końcu jeszcze wiele było do odwiedzenia w Metrze. Niestety, Metro 2034 daleko do doskonałego poprzednika.

Zanim zagłębię się w podmoskiewskie tunele roku 2034 dam upust swojemu głębokiemu zniesmaczeniu. Z niezrozumiałych przyczyn wydania książek Dmitrija Głuchowskiego przypisywane są u nas niejakiemu Dmitry’owi Glukhovsky’emu. Kompletnie nie potrafię pojąć, że w kraju, który ma od lat ustaloną jasną wykładnię pisowni rosyjskich imion i nazwisk, można dopuścić do podobnych kiksów. Przerabialiśmy to już z Kiryłłem Jeśkowem (autorem znakomitych książek Ostatni władca Pierścienia i Ewangelia według Afraniusza), a teraz mamy zabawę z Głuchowskim. Kiedy do jasnej cholery nasi wydawcy raczą się ogarnąć i zrozumieją, że wschód może istnieć bez przefiltrowania go przez anglosaski zachód?

Żółć wyrzucona, pora zatem wrócić do książki. Metro 2034 ponownie przenosi nas w ponure tunele moskiewskiego Metra, będące ostatnią ostoją nielicznych ocalałych z wojny totalnej mieszkańców tego olbrzymiego miasta. Klaustrofobiczne przestrzenie, promieniowanie, problemy z żywnością, wodą, mutantami i całą masą innych zjawisk powodują, że życie niedobitków ludzkości jest delikatnie mówiąc trudne. Jednocześnie w podziemny świat przeniesione zostały z powierzchni poglądy, religie, a w raz z nimi konflikty. Te doprowadziły do powstania stacji-państw, które rywalizują między sobą, choć tkwią w kleszczach wzajemnych zależności.

Ten niesamowity świat został nakreślony w pierwszej powieści. W Metro 2034 zapuszczamy się w znane już w większości korytarze. I choć odwiedzamy kilka pominiętych dotąd stacji, to niestety otrzymujemy odgrzewany szczurzy kotlet. Nowi i starzy bohaterowie nie mają już tej wyrazistości i świeżości, która zachęcała do poznawania ich w pierwowzorze. Do tego brakuje motywu, który, tak jak w Metro 2033, wywracał wszystko nagle do góry nogami i czynił powieść wybitną. Ciągle mamy  ciekawą analizę społeczeństwa rosyjskiego, jednak brak tu powiewu świeżości lub choćby zgłębienia tematu – a przecież okazje trafiają się co krok.

Odnoszę wrażenie, że Metro 2034 to po prostu krótka opowieść z tego świata, odprysk głównego nurtu i rozwinięcie jednego z setek wątków, które pojawiły się w pierwowzorze. To właśnie ta wielowątkowość wynosiła książkę Głuchowskiego na piedestał arcydzieła. Zejście do pojedynczego zagadnienia spowodowało, że Metro 2034 jest bardziej opowieścią fanowską niż pełnoprawną kontynuacją.

O ile wątek fabularny uległ znacznemu spłyceniu, to warstwa językowa powieści trzyma znany poziom. Widać, że autor jest dziennikarzem i potrafi przelać myśli na papier. Niestety wydaje się, że tych ostatnich jest tym razem trochę za wiele, a może raczej nie tyle za wiele, co zbytnio dryfują w stronę taniej filozofii i psychologii. Pojawiają się zatem przesadnie rozwlekłe sekwencje, po których wracamy do energicznej narracji i akcji.

Kończąc Metro 2034 miałem straszliwe uczucie zawodu. Nie zrozumcie mnie źle – to jest ciągle dobrze napisana i ciekawa książka, jednak stłamszona przez olbrzymie oczekiwania, które rozniecił pierwowzór.

Świat Metra będzie dalej rozwijany, o ile nie przez samego Głuchowskiego, to przez innych autorów. Być może właśnie im uda się wspiąć się na wyżyny i dorównać klasie Metro 2033. Szczerze na to liczę.

Więcej informacji o świecie Metro 2033 można znaleźć na oficjalnej polskiej stronie www.metro2033.pl, prowadzonej przez Wydawnictwo Insignis.

2 Responses to Metro 2034 – powrót do tunelu

  1. Insignis pisze:

    Kwestia pisowni nazwiska autora była wielokrotnie wyjaśniana przez nasze wydawnictwo przy różnych okazjach. Pisownię, która jest anglojęzyczną transkrypcją, stosujemy na wyraźną prośbę samego autora, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak jego nazwisko powinno brzmieć w języku polskim.

  2. selenim pisze:

    No proszę. To trochę smutne, że autor chce się amerykanizować😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: