Stargate: Universe – seria 2, odcinek 16 i 17


Miał być tylko odcinek 16, a w międzyczasie pojawił się numer 17. Mam mieszane uczucia odnośnie pierwszego z nich, natomiast ostatni był dla mnie powrotem do korzeni Stargate – pełnego ciekawych pomysłów, akcji i z zakończeniem, które woła „dajcie mi więcej”. Wiem, że powtarza się to jak mantra, ale czemu do cholery tak późno zrobiono porządek ze Stargate: Universe?Przyjrzyjmy się zatem odcinkowi numer 16 zatytułowanemu The Hunt. Mamy obcą planetę (znowu jakiś kawałek kanadyjskiego lasu), gdzie nasi dzielni bohaterowie uzupełniają zapasy. Dwóch wojów wybiera się na polowanie na kosmicznego jelenia. Niestety sytuacja ulega odwróceniu, gdy z krzaków wyłazi superszybkie i mordercze zwierzątko.

Nie będę zagłębiał się dalej w fabułę, bo nie chcę psuć zabawy tym, którzy jeszcze odcinka nie widzieli. Powiem natomiast, jakie bolączki SGU pojawiły się i tutaj.

Znów mamy rozdmuchany niepotrzebnie wątek osobisty. Mistyczne przeżycia i wątpliwości egzystencjalne po przebytej operacji wycięcia nerki doprowadziły mnie na skraj rozpaczy. Spowolniły dodatkowo niepotrzebnie akcję – to niestety maniera scenarzystów SGU.

Drugi wątek osobisty jest poprowadzony sto razy sprawniej, co pokazuje, że jak się chce to jednak można. A już Rush w roli terapeuty jest czymś całkowicie niespodziewanym. Naprawdę wreszcie da się tę postać polubić.

Jest jeszcze jeden wątek. Wreszcie udało się pozbyć zbędnego balastu postaci. Zrobiono to strasznie szybko, trochę chaotycznie, ale widać było, że brak jest pomysłu na ich dalsze losy. To przykład nierównego prowadzenia serii – z jednej powolne zabawy emocjonalne, a z drugiej jazda na łeb na szyję, byle pozbyć się czegość, co stanowi fabularny kłopot.

Paradoksalnie odcinek i tak wpisuje się w stany górne serii.

Czas na odcinek numer 17 zatytułowany Common Descent.

Nareszcie coś się dzieje. Powrót do korzeni Stargate. Idealne wyważenie akcji, emocji i interesujących pomysłów, a do tego delikatny wątek autoironiczny. To naprawdę rewelacyjny odcinek zakończony nie tyle cliffhangerem, co podsyceniem apetytu na więcej. Gdyby tak wyglądał cały serial, to spokojnie mógłby dociągnąć do sześciu serii.

Po raz drugi zauważyłem też w tym serialu muzykę. Zdecydowanie najlepszy odcinek serialu – jeszcze chwila i zacznę żałować, że SGU znika z ramówki.

One Response to Stargate: Universe – seria 2, odcinek 16 i 17

  1. Pingback: Stargate: Universe – seria 2, odcinek 18 „Epilogue” « Recenzje z pogranicza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: